Drama o szczepienia studentów medycyny przeciw COVID-19

     Wszystkie tweety będę przedstawiać w formie cytatów.
    Ostatnio na Twitterze można zobaczyć wiele dram i gówna, które człowieka zirytują. Oprócz standardowej dramy o to, co pierwsze (czyli co pierwsze wsypujemy/wlewamy do miski, jak robimy płatki z mlekiem — mleko czy płatki) to zobaczyłem jeszcze tweeta, w którym jest poruszana kwestia szczepienie studentów medycyny w Warszawie przeciw COVID-19. Zobaczyłem tego tweeta, podałem dalej i zacząłem myśleć nad wpisem tutaj. Dopiero w pokoju, po skończeniu wpisu o docenianiu małych rzeczy, zacząłem robić ten post.
naprawdę nie mogę uwierzyć w to, że ludzie nie widzą nic złego w niezaszczepionych studentach kierunków medycznych xD i jeszcze się próbują wykłócać, że to nie ma ze sobą żadnego związku ~ @kejtuszek, 06.10.2021

    Całość zaczęła się od tweeta pani Agaty Laury (tak ma na Twitterze):

Nie ma obowiązku - jest szantaż. "...Może się to wiązać z trudnościami w zaliczeniu przedmiotów, a w konsekwencji niezaliczeniem roku studiów....Apelujemy o pilne szczepienia w grupach studenckich. Jest to w Państwa interesie!" ~ @Agata_Laurka, 06.10.2021

    Powyższy cytat jest komentarzem do tego zdjęcia: 



    Grafika jest zrzutem ekranu ze strony Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Tekst na grafice to:

INFORMACJA DLA STUDENTÓW NIEZASZCZEPIONYCH

UWAGA! DOTYCZY STUDENTÓW NIEZASZCZEPIONYCH!

W związku z obowiązującym limitem osób niezaszczepionych w salach dydaktycznych, wynikającym z reżimu sanitarnego, uprzejmie informujemy, że:

Uczelnia nie jest w stanie zagwarantować wszystkim niezaszczepionym studentom miejsc w salach dydaktycznych. Może się to wiązać z trudnościami w zaliczeniu przedmiotów, a w konsekwencji niezaliczeniem roku studiów.

Student wchodzący do sali może zostać poproszony o oświadczenie w sprawie szczepienia.

Limity osób w salach nie dotyczą osób zaszczepionych.

Studenci niezaszczepieni mogą mieć utrudnione zrealizowanie zajęć praktycznych i ćwiczeń w szpitalach. 

Apelujemy o pilne szczepienia w grupach studenckich.

Jest to w Państwa interesie! 

    Na wycinku ekranu ze strony WUM-u czytamy, że komunikat dotyczy tylko studentów niezaszczepionych. Dalej autorzy piszą, że uczelnia może nie zagwarantować miejsca dla każdego niezaszczepionego studenta. Podobnie funkcjonują eventy sportowe, koncerty, wydarzenia muzyczne, kulturowe i inne — ich organizatorzy mogą sprzedawać bilety tylko dla osób zaszczepionych, aby zminimalizować odsetek ludzi zakażonych COVID-19. Albo organizator nie musi sprzedawać tylko biletów dla osób zaszczepionych — są takie wydarzenia, na które bilety dla osób zaszczepionych są sprzedawane do wyczerpania miejsc ogólnie na stadionie, z kolei dla osób niezaszczepionych liczba biletów jest ograniczona. I to jest prawo organizatorów.

    Dalej jest napisane, że nieobecność (spowodowana niedostateczną ilością miejsc dla studentów) może stanowić podstawę do braku zaliczeniu przedmiotu, a dalej niezaliczeniem roku studiów. Nie widzę żadnego powodu, dla którego to jest bezsensowne. Podobnie działają pracodawcy: jeśli wymagają od ciebie potwierdzenia skutecznego szczepienie przeciw COVID-19, to powinieneś im je dostarczyć, bo to jest wola pracodawcy. A jeśli tobie nie pasuje to, że szef każe przynieść kwitek ze szczepienia, to nie musisz u niego pracować i możesz zmienić pracę na taką, gdzie szef będzie bardziej tobie odpowiadać. Nie musisz tkwić u jednej osoby przez całe życie. 

    Jeśli chodzi o sprawdzanie oświadczenia w sprawie szczepienia, to rozpisałem się o tym w poprzednim akapicie. Jeśli pracodawca, dziekan czy ktokolwiek, kto jest wyżej od ciebie, poprosi ciebie o zaświadczenie potwierdzające szczepienie, a ty jesteś w czymś nieobowiązkowym, to nie musisz tam pracować bądź uczyć się. Idą do pracy, na studia czy gdziekolwiek i podpisując umowę (o pracę, zlecenie, o studia, ślubując), to zgadzasz się na działania szefa, dziekana lub innej osoby stojącej wyżej od ciebie, o ile te działania nie są przeciwne prawu. 

    Utrudnienie realizowania zajęć praktycznych i ćwiczeń w szpitalach ma swoją podstawę. Nie jest to dyskryminacja osób niezaszczepionych, tylko troska o zdrowie innych osób i ich domowników, bliskich. Nie każdy chce zajmować się kwarantanną, kiedy to okazałoby się, że jakiś niezaszczepiony student przyniósł ze sobą wirusa i nagle cała grupa musiałaby przejść na zdalne lub zostać odcięta od uczelni na dwa tygodnie. Uczelnia wprowadziła takie rozwiązanie, aby ograniczyć ilość takich przypadków, aby nie musieć martwić się tym, że nagle część osób wypadnie ze standardowego rytmu i trzeba by było zmieniać pracę uczelni na gwałt. 

    Oprócz tych powodów, istnieją też inne, dla których studenci medycyny powinni się zaszczepić.

    1. Studenci tego kierunku mają kontakt z pacjentami. Ta myśl pojawia się pierwsza w głowie, kiedy myślę o kierunku lekarskim. Ci ludzie pracują z innymi, którzy są w szpitalach, przebywają tam dzień, dwa, kilka tygodni lub lata. Oprócz swoich chorób nie chcą mieć kolejnej, czyli COVID-19. Wątpię, żeby chcieli bawić się w kwarantannę całego szpitala, bo jakiś student nie chciał się zaszczepić. Pacjenci chcą wyzdrowieć, a nie pomogą im w tym studenci medycyny, którzy nie szanują nauki.

    2. Studenci mają kontakt z lekarzami, pielęgniarkami i innymi pracownikami opieki zdrowotnej. Oznacza to, że przenoszenie choroby przenoszonej drogą kropelkową jest jednak prostsze niż gdyby pracowali zdalnie. Ja, gdybym był lekarzem, nie chciałbym pracować z kimś, kto zwiększa zarażenie siebie, mnie lub współpracowników jakąś chorobą. Jest to bardzo nieprofesjonalne, aby tak zachowywać się.

    3. Młodzi ludzie, którzy kształcą się na lekarza, mają dawać przykład tego, że szanuje naukę i zdrowie innych ludzi. Bycie zaszczepionym jest tego dobrym przykładem. Wydaje mi się, że ludzie dalej patrzą na lekarzy jak na autorytety i dzięki temu przyszli lekarze powinni wiedzieć, co robić, aby mniej osób cierpiało przez COVID-19 lub inne choroby, na które są obowiązkowe szczepienia.

    4. Nie tylko na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym wymagana jest obecność na każdych zajęciach. Inne uczelnie medyczne też kierują się tą drogą. Dla studentów, którzy z przyczyn covidowych musieliby się udać na kwarantannę, odrobienie zajęć, ćwiczeń będzie pewnie trudne. A że kwarantanna nie trwa dzień lub dwa, tylko dwa tygodnie, to ilość materiału, jaką ominęło się, jest o wiele większa. Dlatego uczelnia chce, żeby każdy był zaszczepiony, aby uniknąć zbyt dużej liczby osób, którzy nie zaliczą przedmiotu.

    5. W wypadku, jeśli i uczelnie medyczne przeszłyby na zajęcia w trybie zdalnym, to kształtowanie się na lekarza byłoby utrudnione. Wiecie dlaczego? Bo na tym kierunku jest realizowanych wiele zajęć, które odbywają się w trybie stacjonarnym: zajęcia, gdzie ma się kontakt z pacjentem, zajęcia, gdzie bada się preparaty, nawet sama anatomia potrzebuje być realizowana w formie stacjonarnej, gdzie studenci mogą dotknąć preparatów.

    Nie rozumiem też tego, czemu ludzie, którzy chcą leczyć ludzi, nie ufają medycynie. Przecież absurdalne jest to, że przyszli lekarze nie ufają jednej szczepionce. Chociaż przykład dra Huberta Czerniaka, który głosił treści, w których twierdził, że szczepionki są jak komory gazowe, sprawił, że straciłem chwilową wiarę w lekarze. Ale później, jak odebrali mu prawo wykonywania zawodu na dwa lata, poczułem się lepiej.

    Porównując rozgłos jednego i drugiego tweeta (dokładniej to chodzi mi o tweet użytkownika @kejtuszek oraz @Agata_Laurka, które cytowałem wcześniej w tekście), to doszedłem do wniosku, że zwolenników szczepień przeciw COVID-19 jest o wiele więcej niż antyszczepionkowców. Tweet pani Agaty dostał prawie siedemset polubień, natomiast użytkownika @kejtuszek prawie pięć i pół tysiąca. Takie liczby robią wrażenie. I nie chodzi mi tylko o zaoranie antyszczepów, chociaż nie ukrywam, że jest to jeden z celów tego tekstu, to też chodzi mi o pokazanie, że wśród młodych ludzi, którzy kształcą się na przyszłych lekarzy, jest większy odsetek ludzi, którzy ufają medycynie i szczepieniom, a nie którzy negują je.

    Widzę wielu ludzi, którzy ciągle mają jakiś problem do aktualnego stanu wiedzy medycznej, co mnie przeraża. Nie rozumiem, jak można negować problemy zdrowotne, twierdzić, że nie istnieje coś takiego jak przykładowo zaburzenia psychiczne, a homoseksualną orientację seksualną brać jako chorobę. Przecież to jest idiotyczne. A nawet jeśli próbuje się edukować takich ludzi, to oni dalej stoją za tym, co ksiądz powiedział na kazaniu w kościele zamiast ufać nauce, zwłaszcza w dwudziestym pierwszym wieku.

    Mam nadzieję, że ktoś przekonał się do szczepień. A jeśli nie przekonał się i zamierza napierdalać o tym, że szczepionki powodują autyzm, to może przestać czytać jakikolwiek post tutaj, bo nie chcę mieć antyszczepionkowców wśród czytelników.

    Pisał Hubert 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

krótko (i guess) o samotności

w wielkim mieście…

14 akapitów o fałszywych znajomych