krótko (i guess) o samotności
Herbata stygnie, a chęci do pisania uciekają.
Kolejny wpis rozpocznę od napisania, że włączam TV, aby nie czuć się zbytnio samotny, kiedy jestem sam w domu. Chwilę po włączeniu telewizora i obejrzeniu czegoś, co tam leci, wyłączam i lecę do laptopa, aby włączyć Twittera, Youtube'a i czegoś do pisania, żeby wyrzucić z siebie to, co mnie męczy.
Ten wpis będzie o samotności. O tej, jaką mam, o samotności wśród ludzi, o jakiejkolwiek samotności. Chciałem napisać o czymś innym, ale takie myśli mam aktualnie w głowie, więc spiszę je i pomyślę nad nimi.
Czuję się samotny, kiedy mama idzie na drugą zmianę do pracy, a ja zamiast uczyć się lub robić coś innego i produktywnego, siedzę wpatrzony w ekran laptopa i próbuję skleić kilka słów ze sobą, aby coś sensownego wyszło. Nie mówię, że to źle, że próbuję być produktywny, ale dla mnie to jest za mało. Pragnę od siebie więcej i więcej, ale moje chęci maleją w zastraszającym tempie. W sumie to o tym będzie inny post.
Przez wakacje w 2021 roku wiele dni tak przesiedziałem, czyli siedząc samotnie przy laptopie, czekając na jakiegoś znajomego, co będzie chciał gadać lub też grać, ale nie doczekałem się tego. Z kolei też wiele wieczorów spędziłem na jednym discordowym serwerze, gdzie grałem w różne gry z już byłymi znajomymi i taki czas jednak pozytywnie wspominam. Jednak głównie to odnajduję w swoim życiu ogromne pokłady samotności, które nie chcą nigdzie zniknąć.
Zapełniam pustkę ludźmi, a to z klasy, z którymi myślę, że mam jakiś dobry kontakt, ale jak chcę z nimi wyjść, to nagle nikt nie ma czasu, z kimś innym się umówił lub inne wymówki mi wciskają i czuję, że jestem takim piątym kołem u wozu. Próbuję znaleźć znajomych, przyjaciół w internecie, lecz i oni prędzej czy później ograniczają kontakt ze mną. Nie wiem nawet dlaczego to robią. Znaczy wiem, że mają swoje życie, swoje obowiązki, ale skoro mi udało się pogodzić czas poświęcony na obowiązki, naukę, pracę, to uważam, że i oni powinni dać z tym radę. Chociaż wiem, że takie myślenie jest zgubne, bo nie każdy zachowuje się tak jak, nie każdy jest mną. Ja jestem sobą i to właśnie jest pięknie. I jednocześnie brzydkie. Niekiedy zatapiam czas w książkach lub serialach i wtedy czuję się lepiej, ale jest ta chwila, kiedy trzeba wrócić do rzeczywistości i ona przytłacza. Czemu przytłacza? Bo wiem, że wracam do życia, w którym jestem samotny. A nie lubię samotności.
Włączam telewizor, żeby usłyszeć głosy innych ludzi, że oderwać się od codzienności, zupełnie tak jak działają książki i seriale. Ale też włączam go, aby zostawiać domową rutynę: jak mama jest w domu i ja też jestem w domu, to telewizor jest ciągle włączony, więc jak jej nie mam, to włączam go, aby mieć chociaż namiastkę jej zachowania. Chcę, żeby była przy mnie, nawet kiedy jej nie ma i dlatego robię to, co ona.
Samotność jest męcząca i bardzo dobrze o tym wiem. W bursie niby mam jakichś znajomych, z którymi mogę wyjść do sklepu, pogadać chwilę lub dłuższą chwilę, ale dalej to nie jest takie mocne połączenie, przez co jest mi przykro. Chciałbym z niektórymi mieć lepszy kontakt niż kilkanaście minut rozmowy dziennie, ale wiem, że nie będę tego miał, bo wszechświat nie działa tak, aby nam ulepszał życia. On działa losowo.
Wspominam dawne rzeczy, bo wtedy czuję się mniej samotny. Przywołuję wspomnienia z innymi ludźmi, bo myślę, że przez to mogą być oni chociaż przez chwilę obok mnie, ale to wrażenie jest złudne. I za każdym razem, jak odrywam się od wspomnień, uderza mnie brutalna codzienność i jej samotność. A ja czuję, że z każdym kolejnym dniem tej samotności będzie więcej. Może to brzmi trochę mrocznie, ale tak myślę od długiego już czasu. I wątpię, żeby udało mi się przestać.
Bycie samotnym ssie. Chciałbym napisać jakiś bezsensowny frazes, że bycie samotnym uszlachetnia, bo później będziemy mocniej doceniać innych ludzi, ale nie wierzę w takie słowa. Wiem, że to, co się dzieje teraz, dzieje się teraz i ma na mnie największy wpływ. A to, co będzie w przyszłości, będzie w przyszłości i nie wiem, czy na pewno będzie takie, jakie sobie wymarzę, że będzie. W końcu, żyjemy teraz, żyjemy chwilą, a nie okresem i dołuje nas bardziej to, co jest teraz. Dlatego samotność w domu, kiedy mama jest na drugiej zmianie dołuje mnie bardziej niż to, że pogadam z nią, jak wróci z pracy.
Chociaż mam taki promyk nadziei, który jednak działa, że jak mama jest w pracy, to i tak wróci do domu. I wtedy z nią porozmawiam, opowie mi, jak było w pracy, kto ją wkurwił, a ja będę słuchał i cieszył się, że znowu mam z kim porozmawiać i że nie jestem tak bardzo samotny w tej szarej codzienności.
Pisał Hubert
Komentarze
Prześlij komentarz